Otworzyłem
oczy, zaspany, nie bardzo wiedziałem gdzie jestem. Kiedy przez chwilę
rozejrzałam się po pomieszczeniu, w którym się znajduję, zdałem sobie sprawę z
tego, ze jestem w domu swojego najlepszego przyjaciela, Iana.
O Boże, co to
była za noc. Nic nie pamiętam, a raczej wszystko jest zamglone i kaca mam jak stąd do kosmosu.
Wygramoliłem
się z łóżka i udałem się do kuchni, gdzie Ian siedział popijając kawkę i czytając
gazetę.
-
Dzień dobry, słoneczko – powiedział na tyle głośno, że jego słowa odbiły się w
mojej głowie niczym dudnienie dzwonu kościelnego.
-
Ciszej… proszę… - jęknąłem, po czym nalałem sobie do kubka kawy, która była
zbawieniem dla mojego wysuszonego organizmu. Nic nie stawiało mnie na nogi jak
mocna, czarna, naturalna kawa. Spojrzałem na Iana, który dziwacznie się
uśmiechał. – Co?
-
A zrobiłem coś co powinienem pamiętać lub się wstydzić? – spytałem
podejrzliwie.
-
Nie.
-
W takim razie, pamiętam wszystko. – zadrwiłem
-
Jasne… - odłożył kubek do zmywarki – Idziemy pobiegać?
-
Tak, daj mi chwilę. – wypiłem wszystko co miałem w kubku – Pożyczę sobie jakieś
twoje spodnie dresowe.
-
Spoko. Raczej wątpię by ci się chciało wracać teraz do domu jedynie po to, by
się przebrać.
-
Ian, a tak na serio… Zrobiłem coś wczoraj, co powinienem pamiętać?
-
Później ci opowiem…
***
-
Ian, zwolnij… Przecież wiesz, że na kacu biega się wolniej – błagałem.
-
Tylko truchtamy, więc weź się w garść, stary! – przystanął na chwilę – Wiem, że
wczoraj trochę za dużo wypiłeś, ale zawsze bieganie ci pomagało. Co się z tobą
stary dzieje?
-
Jeśli mam być szczery, to chodzi o Anę… - westchnąłem.
-
Stary, ta dziewczyna chyba rzuciła na ciebie urok – zaśmiał się.
-
Przestań pierdolić głupoty! – wrzasnąłem – Po prostu gryzie mnie to, że
zachowałem się wobec niej jak skończony kutas.
-
Proszę, proszę… Największy kobieciarz w Nowym Jorku ma wyrzuty sumienia z
powodu jakiejś dziewczyny, której nawet nie zna. O bracie! Nie znałem cie od
tej strony – zaśmiał się.
-
Pierdol się! – zacząłem biec – Tak nawiasem, bardziej mi się podoba ta laska, z
którą wczoraj tańczyłem. To jest dopiero dupa! Zaintrygowała mnie.
-
A kto cie nie intryguje? – zaczął się śmiać aż mu tchu zabrakło.
-
No co? Niezła z niej dupcia, ale kogoś mi przypomina. Jeszcze nie wiem kogo,
ale dowiem się.
-
Głupek z ciebie – stanął a ja zatrzymałem się wraz z nim. – Gdybyś choć raz zwrócił
uwagę na szczegóły…
-
Przecież zwracam uwagę na szczegóły – przerwałem mu. – Śliczna twarz, figury
każda jej może pozazdrościć, a nogi… Przecież wiesz… Jakie nogi taka stacja… -
rozmarzyłem się.
-
Wiesz co? Nie dziwię się, że twój ojciec dał ci jako współpracownika kobietę. Widzisz
w kobietach tylko lakę do ruchania. – fuknął
-
A co kobiety nie są od sprawiania przyjemności? – zaśmiałem się
-
Właśnie! Są od sprawiania przyjemności, ale obopólnej, a nie zrobię swoje i pa!
– oburzył się.
-
A tobie co? – spojrzałem pytająco na przyjaciela – Nagle zmieniłeś zdanie na
ten temat. Sam używałeś różnych kobiet jako lalki do dymania.
-
Być może się zmieniłem…
-
Dzwońcie po karetkę… - krzyknąłem – Mój przyjaciel dostał udaru mózgu.
-
Zamknij się! – zawarczał – Jeszcze przed chwilą sam mówiłeś, że jest ci przykro
z powodu tego jak potraktowałeś Anę!
-
Dobrze już dobrze. Nie drzyj japy! – zaśmiałem się
-
Tak na marginesie, ta dziewczyna z klubu to właśnie była Ana. – powiedział
drwiąco
-
Chyba sobie kurwa żartujesz?! – spojrzałem z wściekłością na przyjaciela – Skąd
wiesz, że to była ona?
-
Jakieś sześć drinków później, kiedy leżałeś już pół przytomny na kanapie, Ana
wróciła do klubu po przyjaciółkę.
-
Dała radę wrócić?
-
Ana nie piła alkoholu, w przeciwieństwie do ciebie. – zaśmiał się
-
I co mówiła? – spytałem z zaciekawieniem.
-
Nic, pogadaliśmy chwilę, później zabrała przyjaciółkę i wyszła z klubu. Całkiem
spoko z niej laska – uśmiechnął się. – I chyba…
-
Nawet mi się kurwa nie waż kończyć tego zdania! – zawarczałem, a Ian się
zaśmiał.
-
A ty co zakochałeś się?
-
Nie! Ja się nie zakochuję!
-
Jasne – w dalszym ciągu się śmiał. – Ty sobie zaprzeczaj, a ja chyba zarzucę przynętę na jej przyjaciółeczkę. A tobie życzę powodzenia z Aną. Dziewczyna jest
na ciebie cięta.
-
Daruj sobie… - spojrzałem na zegarek – Cholera! Muszę wracać do domu. Widzimy
się później?
-
Jasne. Tylko nie zapomnij uprać spodni.
Posłałem
mu groźne spojrzenie i pobiegłem do swoje mieszkania, które znajdowało się
niedaleko.
Jak
tylko wszedłem do domu, to wziąłem prysznic. Czułem się strasznie brudny. Nie
tylko w sensie fizycznym, ale także i psychicznym. Myślałem nad tym do
powiedział Ian, może czas się zmienić. W końcu nie jestem już taki młody, a
przecież nie idę do młodości a do starości.
Ana…
Dla niej mógłbym się zmienić, ale po naszym pierwszym spotkaniu, nie wiem czy
będzie chciała ze mną rozmawiać, choć będzie musiała bo razem pracujemy. Ta
dziewczyna mnie pociąga i kręci. Dla niej mógłbym się zmienić, a nawet złamać dla
niej jedną z moich zasad. Nie mam ich dużo, ale prócz zasady „Nie sypiaj ze
współpracownikami”, są jeszcze inne, takie jak: „Zakładaj zawsze prezerwatywę”,
„Zawsze wychodź przed świtem lub zanim ona się obudzi”, „Nigdy nie wchodź dwa
razy do tej samej rzeki.” Mam jeszcze kilka innych zasad, ale są już one mniej
ważne, więc nie będę się nimi dzielić.
Ten
dzień był nudny, tak wiec po odświeżającym prysznicu, cały dzień spędziłem w
domu na projektowaniu mieszkania dla bogatej pary, która jest świeżo po ślubie
i chce zacząć życie w Nowym Jorku. Kiedy projektuje mieszkania jestem w swoim
żywiole. I choćbym nie wiem ile zarabiał na projektowaniu samochodów czy
ich wnętrz, to nic nie będzie mi sprawiać takiej radości jak projektowanie
mieszkań. Kiedy byłem młody i uczęszczałem do szkoły artystycznej, to
wyobrażałem sobie urządzanie własnego mieszkania. Tak, pewnie weźmiecie mnie za
geja, ale tak było. Nowe mieszkanie to nowe życie. Wszystko można rozpocząć od
nowa. Kiedy kupiłem swoje pierwsze mieszkanie, to zrobiłem w nim wszystko sam,
od deski podłogowej do farby sufitowej. Lubię projektować auta w ojca firmie i
jestem w tym całkiem dobry, ale jednak projektowanie mieszkań i wnętrz to mój
świat.
***
Niedziela
zaczęła się od niespodziewanego telefonu mamy. W pierwszym momencie, kiedy o
godzinie ósmej rano na wyświetlaczu telefonu zobaczyłem numer mamy, pomyślałem,
że stało się coś. Na chwilę serce mi stanęło.
-
Mamo, coś się stało? – spytałem zaniepokojony i jednocześnie zaspany.
-
Nie, kochanie. Wszystko w porządku. – powiedziała uspokajającym tonem.
-
Więc, w czym mogę służyć? – usiadłem na łóżku, przetarłem oczy i ziewnąłem.
-
Zapraszam cie na obiad. Przyjedź na 14.00.
-
Jasne, będę na pewno – jeszcze nigdy matce nie odmówiłem. – Mam coś przywieźć?
-
Nie, nie musisz. Ale jak znam życie to na pewno mnie zaskoczysz – zaśmiała się
delikatnie.
-
Dobrze mamo. Jak tam Alice?
-
Twoja chrześnica nie może się doczekać kiedy cie zobaczy.
-
Raczej tego co jej przywiozę – zaśmiałem się.
-
Chyba masz rację. Demi za tobą tęskni – powiedziała troszkę smutniej. – Za mało
nas odwiedzasz.
-
Nikt nie broni Demi odwiedzać mnie w mieście. Dobrze wie, że może mnie
odwiedzać a nawet przyjechać na kilka dni, kiedy tylko ze chcę. Nie wiem czemu
unika mnie jak ognia.
-
Ja też nie wiem. – odpowiedziała – Ogólnie kiedy urodziła się Alice, odsunęła
się troszkę od swoich znajomych. Może porozmawiasz z nią jak przyjedziesz, co?
-
Spróbuję, mamo, ale nie wiem czy uda mi się przemówić jej do rozsądku.
-
Dziękuję kochanie. Widzimy się na obiedzie. Nie spóźnij się.
-
Dobrze mamo. Do widzenia.
Rozłączyłem
się. Moja rodzina od zawsze była zgrania i wspieraliśmy siebie nawzajem. Bez
względu na to się działo, zawsze mogliśmy na siebie liczyć. Ale jedno
wydarzenie diametralnie zmieniło nasze życie. Jak już wam o tym mówiłem, mam
młodszą siostrę, która strasznie mnie czasami irytuje, ale takie są już młodsze
siostry. Zapewne teraz zastanawiacie się nad tym, kim jest Alice. Alice jest
córeczką Demi. Tak. Od razu uprzedzę wasze pytanie. Demi jest ode mnie młodsza
i zaliczyła wpadkę, ale to nie zmienia faktu, że mała Alcie jest najlepszą
rzeczą w moim i jej życiu, która się nam przytrafiła. A dawca genów nie poczuwa
się do odpowiedzialności rodzicielskiej. Czasami myślę, że nie jest jej ojcem,
bo jak można odrzucić taką małą, słodką osóbkę jaką jest Alice. Takie dziecko
to można tylko ukochać. Kiedy Demi spytała się mnie, czy zechcę być ojcem
chrzestnym małej, od razu i bez zastanowienia się zgodziłem. Skoro nie może
mieć prawdziwego ojca, to będzie mniej najlepszego ojca chrzestnego na świecie.
Jeśli chcecie wiedzieć w jakim wieku Alice zaszła w ciążę, to mogę wam
powiedzieć, że miała zaledwie 17 lat, była jeszcze dzieckiem, a już niebawem
sama miała zająć się dzieckiem. Jak zareagował na tę wieść nasz ojciec? Na
początku się wściekł i nie mógł znieść tego, że jakiś skurwiel zabrał
dziewictwo jego ukochanej córeczce. Nawet tego drania chciał zabić, ale teraz
Alice jest jego oczkiem w głowie. Zresztą jak u nas wszystkich. Teraz Demi ma
22 lata, więc dodaje siebie dwa do dwóch ile lat ma Alice (5).
Zbliżała
się godzina 13.00, więc wypadało się w końcu ruszyć z miejsca. Wziąłem szybki
prysznic, założyłem białą koszulę, niebieską marynarkę i czarne spodnie. Z
barku wyciągnąłem dość drogie czerwone półsłodkie wino, które włożyłem do
ozdobnej torebeczki. Taki mały prezencik dla mamy. Ona uwielbia czerwone wina. Jeśli
chodzi o Alice i jej prezent, to już czekał od jakiegoś tygodnia spakowany w koszu, gotowym do oddania. Ale co można kupić dziewczynce, która ma wszystko. Pewnie was moja
odpowiedz zaszokuje, ale nie trzeba wiele by zadowolić Alice. Jest uzależniona
od Kinder Bueno, więc cały kosz powinien jej wystarczyć na jakiś miesiąc. Pozwolę
sobie nadmienić, że ten kosz jest wielki.
Chwilę
przed 14.00 zjawiłem się w posiadłości moich rodziców. Mama od samego progu
przywitała mnie szerokim uśmiechem i uściskiem. Wręczyłem jej prezent, który
natychmiast wyciągnęła z torebki.
-
Bordeaux z 94’go. Mój ulubiony rocznik – dała mi całusa w policzek. – Dziękuję kochanie.
-
Nie ma za co mamo – do salonu wbiegła Alice z szerokim uśmiechem na ustach.
-
Alec! – krzyknęła i wpadła mi w ramiona – Tęskniłam… - zachlipała.
-
Ja za tobą też tęskniłem – przytuliłem mocno dziewczynkę, kiedy do po schodach
schodziła Demi.
-
Alex, miło cie widzieć. – uśmiechnęła się na widok Alice, która nie chciała się
ode mnie oderwać.
-
Alec, Demi, Alec. – pokazała mi język i wzięła Alice na ręce.
-
Nie, ja chcę do Alca – wrzasnęła mała.
-
Chodź – powiedziałem a mała natychmiast przeskoczyła na moje ręce. Wtedy przez
frontowe drzwi wszedł Ian. Byłem tym zaskoczony, ale mina Demi, kiedy go
zobaczyła była zagadkowa i tak jakby trochę zbladła. Mam nadzieje, że już
przeszło jej zauroczenie moim przyjacielem, bo wie że i tak nigdy nie pozwolę być
im razem. Ian jest jaki jest, nie chcę by moja mała siostrzyczka cierpiała
przez niego. – Co ty tu robisz? –
powiedziałem do Iana.
-
Twoja mama mnie zaprosiła, więc się zgodziłem. – uśmiechnął się do małej i
pacnął Alice palcem w nosek.
-
Skarbie, zadzwoniłam do Iana, bo jemu też przyda się prawdziwy domowy posiłek i
trochę rodzinnej atmosfery – powiedziała ze spokojem mama. Boże, podziwiam tę
kobietę, chyba nic nie wyprowadzi jej z równowagi. – Chodźcie do jadalni. Za
chwilę będę podawać pierwsze dane.
Kiedy
weszliśmy wszyscy do jadalni, to zobaczyliśmy, że mama nie żartowała mówiąc, że
przyda się Ianowi prawdziwy domowy posiłek. Stół był tak zastawiony różnymi
pysznościami, że można było wykarmić całą armię.
Kiedy każdy usiadł przy stole,
do jadalni wszedł ojciec. Biła od niego taka dziwna energia, że każdy czuł respekt. Przywitałem się z ojcem krótkim uściskiem dłoni i zasiedliśmy
przy stole. Po chwili mama pojawiła się z pierwszym daniem.
-
Alec, skarbie – zaczęła mama. – Masz tam jakąś dziewczynę, która da nam
kolejnego potomka?
-
Co… – zacząłem się krztusić jedzeniem, które właśnie przeżuwałem, a Ian zaczął
się śmiać. To sama zrobiła Alice.
-
Alec… – zaczął ojciec – Powinieneś znaleźć sobie kogoś odpowiedniego. Nie
będziesz młody przez całe życie.
-
No i zaczyna się… - westchnęła Demi.
-
Tato – powiedziałem z tak dużym szacunkiem na jaki mnie było stać. – Mam jeszcze
czas, teraz chcę sobie jeszcze poszaleć.
-
Nie szalej zbyt długo, wiecznie młody nie będziesz.
***
W
poniedziałek zjawiłem się w pracy wcześniej niż zwykle, mając nadzieję, że to
ja powitam Anę, a nie ona mnie. Ale pomyliłem się. Mimo iż zjawiłem się w pracy
15 minut wcześniej, Ana siedziała już w biurze i czytała jakiś projekt.
-
Cześć Ano – uśmiechnąłem się do niej.
-
Proszę, proszę… Alexander O’Rilery przed czasem w pracy – zaśmiała się – Czy jest
jakiś szczególny tego powód? – spytała i przygryzła końcówkę długopisu, na ten widok mój przyjaciel w spodniach się poruszył.
-
Sama powiedziałaś, że widzimy się punktualnie o 9 rano w poniedziałek –
podszedłem do ekspresu do kawy – Kawy?
-
Nie dziękuję, Ian już mi zaparzył – wtedy zobaczyłem, ze przy biurku siedzi Ian
i tak jakby zrobiłem się trochę zazdrosny. Czyżby naprawdę chciał do niej podbić?
Nalałem sobie kawy do kubka i usiadłem w swoim fotelu.
-
Świetnie… - syknąłem pod nosem.
-
Coś mówiłeś? – odezwał się Ina.
-
Nie, tylko głośno myślałem…
Gdybym
wiedział, ze ten Brutus będzie wbijać mi sztylet w plecy od samego rana,
przyszedłbym sobie do pracy dopiero na 11.00, czyli tak jak zwykle. Ale miarka
się przebrała, kiedy od godziny 10.00 Ana gawędziła sobie słodko z Ianem. Nie mogłem tego słuchać, więc o 12.00 wyszedłem na lunch do mojej ulubionej
restauracji i zostawiłem te dwa gołąbeczki same by mogły sobie spokojnie pogruchać.
-------------------------
Hello
again!
Mam
nadzieję, że się podobało.
Pozdrawiam,
N.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz