Stęskniliście
się za mną? Jeśli tak to od razu bez zbędnego gadania, zapraszam do czytania dalszych
moich perypetii? Dobrze to brzmi? Chyba nie, ale dobra, jedziemy…
Wybiegłem
za nią i starałem się ją zatrzymać, ale była nieugięta i cały czas szła. Kiedy
w końcu mi się udało, spojrzała na mnie z taką wściekłością a zarazem odrazą,
że aż mi się zrobiło niedobrze.
-
Ana zaczekaj! – powiedziałem prawie błagalne.
-
Widzimy się w poniedziałek punktualnie o 9-tej, panie O’Riley – weszła do windy.
Tak
normalnie to nawet by mnie to nie obeszło, ale w tej dziewczynie było coś
innego, coś nieznajomego i dziwnie uraczającego. No ale cóż. Jestem popieprzonym kretynem i
zamiast pomyśleć, od razu pierdolnąłem głupotę.
Szczerze
powiedziawszy byłem wkurwiony. Nie zbyt dobrze zapowiada się weekend, skoro od
rana popełniam takie kurewskie błędy. Wszedłem do biura i usiadłem przy
laptopie. Spojrzałem na Iana i zobaczyłem, że patrzy się na mnie. Już
wiedziałem, że zamierza mi dowalić, więc zacząłem pierwszy.
-
Masz coś do powiedzenia? – prawie warknąłem
-
Tak. – zaczął się śmiać – Gratulacje stary! Właśnie zdobyłeś nowego
sprzymierzeńca.
-
Nie mogłeś mnie, kurwa, ostrzec? – gdybym mógł to bym się na niego wdarł, ale
jesteśmy w miejscu pracy i nie za bardzo wypada. – Bardzo dobry jest z ciebie,
kurwa, przyjaciel!
- Co miałem puszczać sygnały dymne? I czy mógłbyś mniej przeklinać? – wstał i podszedł do mnie mojego biurka i rzucił mi
jakieś papiery
-
A ty co moja mamusia? – prychnąłem – Lepiej wracajmy do pracy. Chcę już mieć
ten dzień za sobą.
Papiery,
które mi podrzucił Ian, są to projekty mieszkania dla mojej znajomej Monici,
która ma zamiar przeprowadzić się do Nowego Jorku i poprosiła mnie bym
zaprojektował wystrój wnętrza loftu, który ma zamiar kupić. Poprosiłem Iana
by spojrzał na nie swoim okiem i by naniósł poprawki, ale z tego co widzę to nie
zrobił ich zbyt wiele. W takim razie mogę projekt już jej wysłać.
Zbliżała
się już godzina 17-ta i o dziwo szybko ten dzień zleciał. Ian zaczął powoli
sprzątać swoje miejsce pracy. Nigdy nie zostawiał bałaganu, uwielbia porządek.
-
Nie zbierasz się? – powiedział zaskoczony tym, że jeszcze nie skończyłem
pracować.
-
Nie – powiedziałem ze złością. – Okazało się, że pieprzeni Arabowie zażyczyli
sobie zmiany wnętrza A4.
-
Serio? – był wyraźnie zaskoczony.
-
Myhym.
-
Przecież wszystko było dopięte na ostatni guzik.
-
Jakąś godzinę temu dostałem meila, że jeden ma być dla jakieś księżniczki i
zażyczyła sobie coś w kolorach srebra i złota. A jej brat, zmienił nagle zdanie
i woli aby wnętrze było czarne. Od samego początku mówiłem, że będzie bardziej mu się czarny podobać, ale mały sukinkot wiedział lepiej...
-
Mam zostać i ci pomóc? – zaproponował.
-
Nie, idź do domu. Już prawię kończę.
Jeszcze
nigdy się tak nie zdarzyło, by Ian nie spytał czy mi pomóc. Nawet jeśli to było
poza godzinami naszej pracy. Zawsze na niego mogę liczyć, w końcu jest moim
najlepszym przyjacielem.
Trochę
się zasiedziałem i z pracy dopiero wyszedłem po 19-tej. Jedyne o czym teraz
marzyłem to sen, ale jest jeszcze kilka miejsc, które muszę odwiedzić, no i
obiecałem Ianowi, że dziś się zabawimy.
Jak
co dzień, zajechałem do mojego ulubionego sklepu ze zdrową żywnością. Pewnie
myśleliście, że taki mężczyzna jak ja, je byle co, ale prawda jest taka, że
lubię zdrową żywność bo jest dobra i smaczna. Ale żeby nie było, czasami lubię
też zjeść soczystego hamburgera. Kiedy wszedłem do sklepu, od samego progu uśmiechnięta od
ucha do ucha witała mnie młoda sprzedawczyni, Hester.
-
Cześć Alec – szczerzyła się do mnie – To co zawsze?
-
Tak, dziękuję.
Odwzajemniłem
uśmiech, zapłaciłem za swoje żarełko. Mogę się założyć, że ta dziewczyna oddała
by nie jedno aby wejść mi do łózka. Kto wie może kiedy ją przelecę i spełni się
jej marzenie. Z owego sklepu pojechałem prosto na siłownię. Ten dzień by bardzo
stresujący, wiec krótki sparing na macie z Dave’em, dobrze mi zrobić.
-
Gotowy na lanie? – spytał Dave
-
Jasne!
Włożyliśmy
ochraniacze na zęby, stuknęliśmy się rękawicami i zaczęło się widowisko. Nie
martwcie się, moja buźka jest nieskazitelna, to Dave dostał lanie ode mnie. Nie
chce się przechwalać, ale boks trenuje od 6. roku życia, także nikt nie ma ze
mną szans.
Wracając do domu przypomniała mi się twarz Any, to jaka zła była i
zarazem smutna. Mimo iż to co o niej powiedziałam było prawdą i w dalszym ciągu
jest, bo tak bym ją przeleciał, że aż miło, to chyba pierwszy raz w życiu
czułem się źle z tego powodu. Na poprawienie humoru zaliczę dziś jakąś pannę i
zapomnę o tej całej Anie.
W
piątkowy wieczór Nowy Jork zaczynał żyć innym życiem. Jakby życie szybciej i
płynniej mijało. Wpadłem do domu, wziąłem szybki prysznic, zjadłem kanapkę z
kurczaka, wbiłem się w wyjściowe ciuchy i około godziny 22 ruszyłem na salony
Nowego Jorku. Niedaleko moje apartamentu był całkiem niezły lokal, ale Ian nie
chciał do niego iść. Wolał ten na drugim końcu miasta. Nigdy nie mogłem go
zrozumieć, dlaczego wolał jechać na drugi koniec miasta, niż pójść tam gdzie
jest bliżej. Kiedyś raz w nim byliśmy i całkiem fajnie się tam bawiliśmy. Ja
wyhaczyłem jedna laseczkę, a Ian chyba też coś złapał, bo mimo iż mówi, że nie
pamięta coś się z nim działo przez dwie godziny, to wrócił wyraźnie zadowolony
z siebie.
Tak
więc tego wieczoru bawiliśmy się w „Nightmare”. Lokal z muzyką klubową,
podający znakomite drinki, a panienki w lokalu pierwsza klasa. Ale nightmare to
dobre określenie tego co się działo tego wieczoru, a raczej tej nocy.
Wpadliśmy
z Ianem do klubu i od razu udaliśmy do loży VIP. Bycie najbogatszym człowiekiem
w Nowym Jorku ma czasami swoje zalety. Zamówiliśmy szoty i otworzyłem rachunek.
Z loży VIP mieliśmy widok na cały lokal. Boże! Tyle dupeczek tańczyło w rytm
muzyki. Aż mi stanął na myśl, o tym co bym zrobił każdej z nich. Ale nagle
drzwi do klubu otworzyły się i weszła ona - wydawało mi się, że wszystko działo
się w zwolnionym tempie – piękna brunetka, dosyć wysoka, ale to chyba przez te
wysokie koturny, włosy miała rozpuszczone, a figurę jej podkreślała czerwona –
ale nie krwisto czerwona sukienka, tylko była to stonowana czerwień. Boże, co
za figura. Tak, teraz to już mi na pewno stanął. Ale cóż to moje oczy widzą,
czyżby szykował się trójkącik. Zaraz za piękną nieznajomą weszła inna
dziewczyna. Wyglądało jakby były razem. Pewnie pomyśleliście, że chodziło mi
jak para, ale nie, nie miejcie o mnie takiego złego zdania. Chodziło mi o to,
że przyszły tu jako przyjaciółki.
Usiadły
przy barze i zaraz koło nich zjawił się barman. Widać nie tylko mój wzrok
przyciągnęły, ale i wszystkich dookoła.
-
Halo Alec… - machał mi dłonią przed oczami – Ziemia do Aleca!
-
Czego? –warknąłem
-
Zamknij paszcze, bo się ślinisz – zaśmiał się.
-
Zamknij się! – wstałem – Idę się przewietrzyć…
-
Tylko nie zrób czegoś, czego ja bym nie zrobił – upił łyk drinka.
-
Ależ ty jesteś dzisiaj zabawny… No boki zrywać.
Bez
zastanowienia ruszyłem do dziewczyn siedzących przy barze.
-
Mogę zaproponować drinka, pięknym paniom? – uśmiechnąłem się najpiękniej jak
potrafię. Ale dziewczyny tylko zachichotały – A może przysiądziecie się do
naszego stolika, co?
-
A kto z tobą jest? – spytała piękna nieznajoma.
-
Mój najlepszy przyjaciel. Obiecuję wam, że nie pożałujecie.
-
Chyba powiem pass, panie O’Riley. – piękna nieznajoma obróciła się i upiła łyczek drinka,
którego przed chwilą przyniósł jej barman.
Skinąłem
uprzejmie głową, jak na dżentelmena przystało i kiedy już chciałem odejść, nagle uświadomiłem
sobie, że dziewczyna nazwała mnie panem O’Riley.
-
Znamy się? – spytałem zaintrygowany – Powiedziałaś do mnie po nazwisku.
-
Każdy pana zna. Jest pan najbardziej rozpoznawalną twarzą w Nowym Jorku. –
uśmiechnęła się – Jest pan znany zwłaszcza w gronie projektantów. – wróciła do
picia drinka.
Może
zacznę od początku. Mój ojciec chciał żebym reprezentował firmę nie tylko jako
jego syn-dziedzic, ale także bym był twarzą firmy. Na początku nie leżało mi
to, ale po namowach mojej siostry zgodziłem się. Nie wiedziałem, że kilka
reklam promujących firmę mojego ojca, z moim udziałem, sprawi, że będę jakoś
rozpoznawalny, ale stało się. Chcąc nie chcąc, jestem na celowniku wszystkich
gazet i innych szmatławców. Czy mi się to podoba? Z jeden strony to podniecające,
ale z drugiej, bardzo uciążliwe. Latają za mną paparazzi, jakby chcieli
ustrzelić ostatniego kawalera w Nowym Jorku.
Wróciłem
do Ian trochę zgaszony. Nie widziałem, że ktoś jest skłonny oprzeć się mojemu
urokowi.
-
Co? Dały ci kosza? – zaśmiał się
-
Gra się jeszcze nie skończyła… - usiadłem na sofie i jednym duszkiem wypiłem
cały kieliszek wódki.
-
Spokojnie stary! Jeszcze dziś zaliczysz jakąś pannę na odstresowanie.
-
Jak już powiedziałem, gra się jeszcze nie skończyła. – utkwiłem swój wzrok w
pięknej nieznajomej.
Ten
wieczór… Co ja gadam ta noc, dłużyła mi się, kurwa, nieprzyzwoicie długo. Tak
normalnie już dawno wyhaczyłbym już jakąś laskę i przeleciał ją w ciemnym
zaułku. Ale ta dziewczyna… Ta brunetka, miała w sobie coś co sprawiało, że
poświęciłem jej całą swoją uwagę. Postanowiłem nie czekać i zarzucić wędkę
jeszcze raz. Ponownie ruszyłem w stronę nieznajomej, która właśnie wchodziła na
parkiet. Te jej ruchy rąk, bioder… ogólnie całego ciała sprawiały, że mój
wielki przyjaciel w spodniach, miał na nią jeszcze większą chrapkę. Nie czekając
dłużej, ruszyłem z nią do tańca. Nie, nie myślcie, że to był grzeczny taniec.
Nasze ciała ocierały się o siebie w taki sposób, że nie jeden niedoświadczony
prawiczek eksplodowałby po samym zetknięciu z jej soczystą pupcią. Boże! Jak ja
jej pragnąłem. Oddałbym chyba wszystko by ją zaliczyć.
-
Wyjdziemy na zewnątrz zaczerpnąć świeżego powietrza? – szepnąłem jej do ucha, a
piękna nieznajoma chwyciła mnie za rękę i pociągnęła ku drzwiom wyjściowym.
-
Hej, nie tak szybko, maleńka, jeszcze zdążymy się sobą nacieszyć. – zaśmiałem
się – Ale jeśli tego bardzo chcesz, możemy pójść do mojego mieszkania. –
nieznajoma przygryzła wargę, co mnie jeszcze bardziej podnieciło, bo przysunęła
się do mnie, tak jakby chciała mnie pocałować – Albo… - dodałem szybko – możemy
pójść do pobliskiego hotelu a wtedy zabiorę cie do nieba. – niestety kiedy to
powiedziałem, spłoszyła się i zaczęła iść szybkim krokiem odchodząc ode mnie. –
Hej! – krzyknąłem i zacząłem za nią iść – Powiedziałem coś nie tak?
-
Ale z ciebie jest kretyn. – w jej oczach ujrzałem coś znajomego – Nie widziałam,
że dziewczyny lecą na taką gadkę, Alec.
I
odeszła. Dostałem kosza od jakieś, kurwa, dziwki.
I
bardzo, kurwa, dobrze, jak nie ona to inna. W tym klubie jest masa innych chętnych
dziwek, które z miłą chęcią dadzą się przelecieć. Stając na zewnątrz klubu
zrobiło mi się troszkę zimno, wiec wróciłem do Iana, który obściskiwał się z
jakąś blondyną. On przecież nie lubi blondynek.
-
Co? Spłoszyła się ptaszyna? – zadrwił ze mnie – Nie dała się złapać na twoja
przystojną buźkę?
-
Możesz się zamknąć! – osunąłem się na kanapę – Maleńka, - zwróciłem się do
blondynki wręczając jej banknot stu dolarowy – bądź tak miła i przynieś nam kolejkę szotów,
a później idź znajdź sobie innego chłoptasia. – puściłem jej oczko.
-
Pieprz się! – wzięła szklankę z drinkiem Iana i chlusnęła mi prosto w twarz.
-
No dobra, sam pójdę.
Ian zaczął się panicznie śmiać, a ja zlizałem drinka z moich ust.
Co
działo się dalej? Hmm… Tego szczerze nie pamiętam, ale chyba to był początek historii
upadku mojego ego i rozsypu mojego życia.
-----------------------------------------
I jak się podobało? Chcecie więcej?
N.
Bardzo lubie czytac twoje opowiadania. Wciągają mnie!
OdpowiedzUsuńCzekam na więcej 😂