poniedziałek, 23 stycznia 2017

One.

Widzicie tego gościa, który stoi na samiuśkim środku wielkiego hangaru, gdzie pasażerowie czekają na odlot swojego samolotu? Tego, który ze łzami w oczach patrzy na odlatujący w siną dal samolot? Tego samego, którego serce rozdziera się z bólu? Tak! To właśnie ja. I jeśli chcecie wiedzieć, to jestem skończonym kretynem, draniem i  dupkiem. Nie, na serio. Pewnie myślicie sobie, co ja pieprzę, ale wierzcie mi, jestem skretyniałym fiutem, który zasługuje, by być samemu do końca życia.
No nic, załamawszy ręce, wróciłem z powrotem do samochodu. Jestem pierdolonym kretynem, waląc dłońmi o kierownicę, poczułem, że po moim policzku pociekła łza. Chyba pierwszy raz w życiu wtedy płakałem. Zawsze uważałem, że życie jest za krótkie, by przejmować się pierdolonymi dyrdymałami, czy błahymi sprawami. Na płacz to nawet w moim chorym życiu nie było miejsca, a teraz co…? Siedzę i jak mała dziewczynką ocieram oczy z łez.
Pewnie jesteście ciekawi dlaczego byłem na lotnisku, sam, gapiąc się na odlatujący samolot, a teraz siedzę w samochodzie i rozczulam się nad sobą? Aby poznać całą historię musimy cofnąć się 2 miesiące wstecz… Tak po za tym, na imię mi Alexander. Znajomi i przyjaciele mówią mi Alec, ale moja szurnięta siostra – Demi – woła na mnie Alex, co mnie strasznie irytuje.

2 miesiące wcześniej…
Jak co dzień wstałem o godzinie szóstej rano. Najpierw krótka ośmiokilometrowa przebieżka, później prysznic i zdrowe śniadanko i jestem gotowy do pracy. Każdy inny normalny człowiek zawsze narzeka, że musi wstać wcześnie rano, by iść do pracy i jej nienawidzi. Ja natomiast uwielbiam swoją pracę. Pewnie chcecie wiedzieć gdzie pracuje, skoro mówię, że uwielbiam swoją robotę. Otóż pracuje w jednej z największych firm zajmujących się sprzedażą samochodów dla bogaczy ,nie tylko w Ameryce, ale na całym świecie. Co prawda siedzę za biurkiem i projektuje, ale lepsze to, niż być na hali produkcyjnej. Więc wiecie… Nigdy jakoś specjalnie się nie przepracowuje, więc czego mogę w niej nienawidzić. Teraz zapewne myślicie sobie, jak się dostałem do takiej roboty? Mój ojciec jest szychą w tej branży. I nie, to nie jest to o czym myślicie, ale jesteście blisko. Mój ojciec jest założycielem firmy.  Ale to tylko połowa mojego sukcesu. Aby dostać się na swoje stanowisko, musiałem przejść przez wszystkie szczeble normalnej procedury rekrutacyjnej. Ojczulek nie chciał, bym dostał ciepłą posadkę, tylko za to, że jestem jego synkiem. Ja również nie chciałem by inni myśleli, że dostałem pracę bo szefem jest mój ojciec. Ale wracając do właściwej części opowieści…
Mamy piątek, więc tylko parę godzinek dzieli mnie od imprezowania w klubach nocnych z moim najlepszym przyjacielem Ianem. Będziemy imprezować przez cały weekend.  Ian i ja znamy się, można powiedzieć, od pieluch. Dwaj najlepsi przyjaciele, bracia, partnerzy w zbrodni, od zawsze razem. Ci co spotykają nas pierwszy raz, mówią, że jesteśmy gejami, ale wierzcie mi, uwielbiam kobiety, wręcz je ubóstwiam.
Ubieram czarne bokserki i skarpetki, białą koszulę, grafitowy krawat, czarne wyprasowane garniturowe spodnie i marynarkę. Patrzę na zegarek i widzę… Cholera, jestem spóźniony. W biegu łapię kanapkę, zamykam drzwi i wsiadam do mojego nowiuśkiego sportowego autka. Kosztowało majątek, ale prowadzi się jak marzenie.
Mówiłem wam już, że nienawidzę korków, zwłaszcza tych nowojorskich? Nie? No to już wiecie. Nienawidzę ich.  Właśnie w jednym stoję i się kurwa wkurwiam!
- Szybciej, kurwa! – krzyczę na cały głos i zauważam, że w samochodzie obok na tylnim siedzeniu chichocze mała dziewczynka. Puszczam jej oczko i w końcu ruszam.
W końcu, kurwa, w końcu!
Wjeżdżam na parking i patrzę na zegarek. Pięknie, kurwa! Ojciec mnie zabije, kolejne spóźnienie.  Tym razem na pewno urwie mi premię, mimo tego, że podpisałem duży kontrakt na kilka samochodów z Arabami. To, że jest moim ojcem, nie oznacza,  że mam taryfę ulgową. Traktuje mnie jak każdego innego pracownika. Przynajmniej w pracy, w domu jest normalnym, kochającym ojcem, który dba o swojego synka.
Wchodzę do holu i z dala widzę nadciągającego ku mnie Iana.
- Stary, kolejne spóźnienie – Ian położył dłonie na biodrach – Pan O’Riley będzie zachwycony. – zaśmiał się.
- Ani słowa więcej, - warknąłem – pierdolone korki kiedyś mnie wykończą.
- To nie korki są twoim problemem, - wchodzimy do windy i jedziemy na 35 piętro - tylko to, że więcej czasu spędzasz na bieganiu, siłowni i imprezowaniu ,niż na wysypianiu się.
- I kto to mówi. – prychnąłem wchodzą do swojego biura, które dzielę z Ianem. Siadam za biurkiem i odpalam komputer, przyciskam przycisk na  telefonie i mówię do mikrofonu – Katherine, mam na dziś jakieś umówione spotkania?
- Nie, Panie O’Riley. Dziś jest pan wolny.
- Dziękuję, Kate. – uśmiechnąłem się sam do siebie – A i proszę, mów mi Alec. Tyle razy ci to mówiłem.
- Dobrze Panie O’Ri… znaczy Alec.  – słychać było speszenie w jej głosie.
- Tak lepiej. – zaśmiałem się – To by było na tyle. Dzięki. – rozłączam się i rozmarzony bujam się w fotelu.
- Stary, kiedy ją w końcu dodasz do swojej kolekcji? – oparł się o ścianę – Musisz ją przelecieć i jej ulżyć. Widać, że na ciebie leci.
- Przecież wiesz, że koleżanki z pracy są poza moim zasięgiem. – popatrzyłem na niego ze złością. Ian dobrze wie, że nie bawię się w romanse w pracy. Preferuje coś, co nazywamy w moim kręgu „One Night Stand”, czyli przygodę na jedną noc.
- Ale możesz ją przelecieć i…
- I co? – przerywam mu – Mogę dać jej najlepszą noc jej życia, ale będzie to tylko jedna noc. Ja nie bawię się w związki, a taka dziewczyna jak ona będzie oczekiwać czegoś więcej, czegoś czego ja jej nie mogę zaoferować.  – mówię ze złością – Może sam ją przelecisz, tobie nie będzie przeszkadzać to, że będziesz widywać ją każdego dnia w pracy.
- Dobra, już dobra. Nie było tematu. – opada na fotel i odpala komputer. Po chwili dodaje – Ale dzisiejszy wypad na miasto i rwanie dupeczek jest dalej aktualny?
- Oczywiście, że tak.
To było moje ostatnie słowa jakie do niego powiedziałem, bo nie minęła chwila i w głośniku usłyszałem głos Kate.
- Panie O’Riley, pański ojciec pana wzywa.
- KURWA! -  prawie krzyknąłem, ale natychmiast się uspokoiłem i łagodnym tonem powiedziałem – Kate, przecież coś ci mówiłem na temat nazywania mnie Panem O’Riley. Pan O’Riley to mój ojciec, ja jestem Alec. – westchnąłem – Dziękuję. Przekaż ojcu, że zaraz będę.
Ciekawe co ten człowiek ode mnie chcę. Może da mi podwyżkę? Śmiejąc się w duchu idę na drugi koniec długiego korytarza, gdzie znajduje się gabinet mojego ojca. Otwieram drzwi i… Tu zaczyna się kończyć moje życie.  Kiedy wchodzę do gabinetu ojca, widzę jego i jakąś dziewczynę siedzącą na krześle obok biurka. Podchodzę bliżej i wtedy dziewczyna wstaje. Jest ubrana w szarą garsonkę, białą koszulę i ma również szary żakiet. Na nogach ma dość niskie szpilki, włosy spięte w kucyk, a na nosie ma okulary. Boże! Jakby spełniły się moje wszystkie kurweskie szkolne fantazje z seksowną nauczycielką, z którą pieprzyłbym się bez przerwy.
Z rozmarzenia wyrwał mnie głos ojca.
- Alec, to Ana. – dziewczyna podeszła do mnie i podała mi rękę – Od dziś będzie twoją partnerką i konsultantką przy projektach. A to Alec, twój partner.
- Jestem Anna – szepnęła
- Alec – odpowiedziałem zauroczony jej urodą, bo była piękna. Jasna karnacja, delikatnie podkreślone oczy i różowy półtransparentny błyszczyk do ust, marzenie każdego mężczyzny  – A co z Ianem? – spojrzałem wymownie na ojca.
- Nic, dalej będziesz dzielić z nim biuro, aczkolwiek od dziś będzie mieć inne projekty na głowie. – usiadł za biurkiem i otworzył notatnik. – To by było na tyle.  – zaczął coś pisać w notatniku – Ano… Gwoli ścisłości, ten kobieciarz jest moim synem. Nie daj się złapać na jego gierki.
- Będę miała to na uwadze. Dziękuję, Panie O’Riley. – skinęła uprzejmie głową i wyszła z gabinetu.
- Serio?! – spojrzałem na ojca – Jaja sobie kurwa ze mnie robisz?! – podniosłem ton głosu.
- Zważaj na słowa, synu! Nie rozmawiasz z kolegą! – wstał, a ja poczułem się jak szczeniak – Dobrze ci zrobi zmiana klimatu na bardziej kobiecy. Może w końcu zaczniesz je szanować.
- Ale ja je szanuje, zawsze szanowałem.
- Wiem o tym, ale też wiem o twoich…. Jakby to powiedzieć… Jednonockach? Nie tak się powinno traktować kobiety. – spojrzał na mnie ostatni raz, a później ponownie spojrzał w notatnik i zaczął coś notować – To by było n tyle. Możesz już iść.
No ja kurwa pierdolę!
 On to zrobił, kurwa, specjalnie! Dobrze wie, że się z nią nie umówię, bo jest moją partnerką i współpracownicą. Niech go, kurwa, szlag pierdolnie! Pojebany starzec! Taką dupę zabrał mi sprzed nosa! Muszę odreagować. Muszę kogoś dziś przelecieć, tak wyruchać, że liźnie nieba.
Wbiegłem do gabinetu, a Ian aż podskoczył w fotelu.
- Stary, co się dzieje?
- Nie mogę, kurwa, nie mogę! – zacząłem krążyć po pokoju.
- Chyba coś poważnego się stało.
- Stało się kurwa i to coś niemałego! – kipiało we mnie aż ze złości – Wyobraź sobie, że ten… ten… – wziąłem głęboki oddech – Mój tatuś – powiedziałem już spokojniej – zatrudnił spełnienie moich marzeń, tych wiesz… Jako moją asystentkę!
Do moich uszu dobiegło chrząkanie.
- Nie asystentkę, tylko współpracownicę i partnerkę. – powiedziała spokojnie Ana, ale była wyraźnie zniesmaczona
- O! Ana! – byłem zaskoczony – Przepraszam, nie wiedziałem…
- Proszę sobie darować Panie O’Riley. – była bardzo stanowcza – Tak nawiasem, jestem Panna Moore. Zaczynam w poniedziałek i będę punktualnie o 9-tej. Proszę się nie spóźnić Panie O’Riley.
I wyszła, trzaskając drzwiami. 
O cholera! Nagrabiłem sobie!
Od pierwszego dnia jestem na przegranej pozycji.

Brawo, kurwa, ja.

-----------------------------------------
I jak się podoba? Dajcie znać w komentarzu.

1 komentarz:

  1. Jajku, jak ja sie cieszę ze znowu piszesz! Brakowało mi polskich powieści na blogspocie. Ratują mnie przed zapomnieniem języka. Nie mam sie do czego przyczepić, dobrze sie czyta i czekam na następny rozdział.
    Pozdrawiam!!!

    OdpowiedzUsuń