Widzicie tego gościa, który stoi na samiuśkim środku wielkiego
hangaru, gdzie pasażerowie czekają na odlot swojego samolotu? Tego, który ze
łzami w oczach patrzy na odlatujący w siną dal samolot? Tego samego, którego
serce rozdziera się z bólu? Tak! To właśnie ja. I jeśli chcecie wiedzieć, to
jestem skończonym kretynem, draniem i dupkiem. Nie, na serio. Pewnie myślicie sobie,
co ja pieprzę, ale wierzcie mi, jestem skretyniałym fiutem, który zasługuje, by
być samemu do końca życia.
No nic, załamawszy ręce, wróciłem z powrotem do samochodu.
Jestem pierdolonym kretynem, waląc dłońmi o kierownicę, poczułem, że po moim
policzku pociekła łza. Chyba pierwszy raz w życiu wtedy płakałem. Zawsze
uważałem, że życie jest za krótkie, by przejmować się pierdolonymi dyrdymałami,
czy błahymi sprawami. Na płacz to nawet w moim chorym życiu nie było miejsca, a
teraz co…? Siedzę i jak mała dziewczynką ocieram oczy z łez.
Pewnie jesteście ciekawi dlaczego byłem na lotnisku, sam,
gapiąc się na odlatujący samolot, a teraz siedzę w samochodzie i rozczulam się
nad sobą? Aby poznać całą historię musimy cofnąć się 2 miesiące wstecz… Tak po
za tym, na imię mi Alexander. Znajomi i przyjaciele mówią mi Alec, ale moja
szurnięta siostra – Demi – woła na mnie Alex, co mnie strasznie irytuje.
Jak co dzień wstałem o godzinie szóstej rano. Najpierw
krótka ośmiokilometrowa przebieżka, później prysznic i zdrowe śniadanko i
jestem gotowy do pracy. Każdy inny normalny człowiek zawsze narzeka, że musi wstać
wcześnie rano, by iść do pracy i jej nienawidzi. Ja natomiast uwielbiam swoją
pracę. Pewnie chcecie wiedzieć gdzie pracuje, skoro mówię, że uwielbiam swoją
robotę. Otóż pracuje w jednej z największych firm zajmujących się sprzedażą
samochodów dla bogaczy ,nie tylko w Ameryce, ale na całym świecie. Co prawda
siedzę za biurkiem i projektuje, ale lepsze to, niż być na hali produkcyjnej. Więc
wiecie… Nigdy jakoś specjalnie się nie przepracowuje, więc czego mogę w niej
nienawidzić. Teraz zapewne myślicie sobie, jak się dostałem do takiej roboty?
Mój ojciec jest szychą w tej branży. I nie, to nie jest to o czym myślicie, ale
jesteście blisko. Mój ojciec jest założycielem firmy. Ale to tylko połowa mojego sukcesu. Aby dostać
się na swoje stanowisko, musiałem przejść przez wszystkie szczeble normalnej
procedury rekrutacyjnej. Ojczulek nie chciał, bym dostał ciepłą posadkę, tylko
za to, że jestem jego synkiem. Ja również nie chciałem by inni myśleli, że
dostałem pracę bo szefem jest mój ojciec. Ale wracając do właściwej części
opowieści…
Mamy piątek, więc tylko parę godzinek dzieli mnie od imprezowania
w klubach nocnych z moim najlepszym przyjacielem Ianem. Będziemy imprezować
przez cały weekend. Ian i ja znamy się,
można powiedzieć, od pieluch. Dwaj najlepsi przyjaciele, bracia, partnerzy w
zbrodni, od zawsze razem. Ci co spotykają nas pierwszy raz, mówią, że jesteśmy
gejami, ale wierzcie mi, uwielbiam kobiety, wręcz je ubóstwiam.
Ubieram czarne bokserki i skarpetki, białą koszulę,
grafitowy krawat, czarne wyprasowane garniturowe spodnie i marynarkę. Patrzę na
zegarek i widzę… Cholera, jestem spóźniony. W biegu łapię kanapkę, zamykam
drzwi i wsiadam do mojego nowiuśkiego sportowego autka. Kosztowało majątek, ale
prowadzi się jak marzenie.
Mówiłem wam już, że nienawidzę korków, zwłaszcza tych
nowojorskich? Nie? No to już wiecie. Nienawidzę ich. Właśnie w jednym stoję i się kurwa wkurwiam!
- Szybciej, kurwa! – krzyczę na cały głos i zauważam, że w
samochodzie obok na tylnim siedzeniu chichocze mała dziewczynka. Puszczam jej
oczko i w końcu ruszam.
W końcu, kurwa, w końcu!
Wjeżdżam na parking i patrzę na zegarek. Pięknie, kurwa!
Ojciec mnie zabije, kolejne spóźnienie.
Tym razem na pewno urwie mi premię, mimo tego, że podpisałem duży
kontrakt na kilka samochodów z Arabami. To, że jest moim ojcem, nie oznacza, że mam taryfę ulgową. Traktuje mnie jak
każdego innego pracownika. Przynajmniej w pracy, w domu jest normalnym,
kochającym ojcem, który dba o swojego synka.
Wchodzę do holu i z dala widzę nadciągającego ku mnie Iana.
- Stary, kolejne spóźnienie – Ian położył dłonie na
biodrach – Pan O’Riley będzie zachwycony. – zaśmiał się.
- Ani słowa więcej, - warknąłem – pierdolone korki kiedyś
mnie wykończą.
- To nie korki są twoim problemem, - wchodzimy do windy i jedziemy
na 35 piętro - tylko to, że więcej czasu spędzasz na bieganiu, siłowni i
imprezowaniu ,niż na wysypianiu się.
- I kto to mówi. – prychnąłem wchodzą do swojego biura,
które dzielę z Ianem. Siadam za biurkiem i odpalam komputer, przyciskam
przycisk na telefonie i mówię do
mikrofonu – Katherine, mam na dziś jakieś umówione spotkania?
- Nie, Panie O’Riley. Dziś jest pan wolny.
- Dziękuję, Kate. – uśmiechnąłem się sam do siebie – A i
proszę, mów mi Alec. Tyle razy ci to mówiłem.
- Dobrze Panie O’Ri… znaczy Alec. – słychać było speszenie w jej głosie.
- Tak lepiej. – zaśmiałem się – To by było na tyle.
Dzięki. – rozłączam się i rozmarzony bujam się w fotelu.
- Stary, kiedy ją w końcu dodasz do swojej kolekcji? – oparł
się o ścianę – Musisz ją przelecieć i jej ulżyć. Widać, że na ciebie leci.
- Przecież wiesz, że koleżanki z pracy są poza moim
zasięgiem. – popatrzyłem na niego ze złością. Ian dobrze wie, że nie bawię się
w romanse w pracy. Preferuje coś, co nazywamy w moim kręgu „One Night Stand”,
czyli przygodę na jedną noc.
- Ale możesz ją przelecieć i…
- I co? – przerywam mu – Mogę dać jej najlepszą noc jej
życia, ale będzie to tylko jedna noc. Ja nie bawię się w związki, a taka
dziewczyna jak ona będzie oczekiwać czegoś więcej, czegoś czego ja jej nie mogę
zaoferować. – mówię ze złością – Może
sam ją przelecisz, tobie nie będzie przeszkadzać to, że będziesz widywać ją
każdego dnia w pracy.
- Dobra, już dobra. Nie było tematu. – opada na fotel i
odpala komputer. Po chwili dodaje – Ale dzisiejszy wypad na miasto i rwanie
dupeczek jest dalej aktualny?
- Oczywiście, że tak.
To było moje ostatnie słowa jakie do niego powiedziałem,
bo nie minęła chwila i w głośniku usłyszałem głos Kate.
- Panie O’Riley, pański ojciec pana wzywa.
- KURWA! - prawie
krzyknąłem, ale natychmiast się uspokoiłem i łagodnym tonem powiedziałem – Kate,
przecież coś ci mówiłem na temat nazywania mnie Panem O’Riley. Pan O’Riley to
mój ojciec, ja jestem Alec. – westchnąłem – Dziękuję. Przekaż ojcu, że zaraz
będę.
Ciekawe co ten człowiek ode mnie chcę. Może da mi
podwyżkę? Śmiejąc się w duchu idę na drugi koniec długiego korytarza, gdzie
znajduje się gabinet mojego ojca. Otwieram drzwi i… Tu zaczyna się kończyć moje
życie. Kiedy wchodzę do gabinetu ojca,
widzę jego i jakąś dziewczynę siedzącą na krześle obok biurka. Podchodzę bliżej
i wtedy dziewczyna wstaje. Jest ubrana w szarą garsonkę, białą koszulę i ma
również szary żakiet. Na nogach ma dość niskie szpilki, włosy spięte w kucyk, a
na nosie ma okulary. Boże! Jakby spełniły się moje wszystkie kurweskie szkolne
fantazje z seksowną nauczycielką, z którą pieprzyłbym się bez przerwy.
Z rozmarzenia wyrwał mnie głos ojca.
- Alec, to Ana. – dziewczyna podeszła do mnie i podała mi
rękę – Od dziś będzie twoją partnerką i konsultantką przy projektach. A to
Alec, twój partner.
- Jestem Anna – szepnęła
- Alec – odpowiedziałem zauroczony jej urodą, bo była
piękna. Jasna karnacja, delikatnie podkreślone oczy i różowy półtransparentny
błyszczyk do ust, marzenie każdego mężczyzny – A co z Ianem? – spojrzałem wymownie na ojca.
- Nic, dalej będziesz dzielić z nim biuro, aczkolwiek od
dziś będzie mieć inne projekty na głowie. – usiadł za biurkiem i otworzył
notatnik. – To by było na tyle. – zaczął
coś pisać w notatniku – Ano… Gwoli ścisłości, ten kobieciarz jest moim synem.
Nie daj się złapać na jego gierki.
- Będę miała to na uwadze. Dziękuję, Panie O’Riley. –
skinęła uprzejmie głową i wyszła z gabinetu.
- Serio?! – spojrzałem na ojca – Jaja sobie kurwa ze mnie
robisz?! – podniosłem ton głosu.
- Zważaj na słowa, synu! Nie rozmawiasz z kolegą! – wstał,
a ja poczułem się jak szczeniak – Dobrze ci zrobi zmiana klimatu na bardziej
kobiecy. Może w końcu zaczniesz je szanować.
- Ale ja je szanuje, zawsze szanowałem.
- Wiem o tym, ale też wiem o twoich…. Jakby to powiedzieć…
Jednonockach? Nie tak się powinno traktować kobiety. – spojrzał na mnie ostatni
raz, a później ponownie spojrzał w notatnik i zaczął coś notować – To by było n
tyle. Możesz już iść.
No ja kurwa pierdolę!
On to zrobił,
kurwa, specjalnie! Dobrze wie, że się z nią nie umówię, bo jest moją partnerką
i współpracownicą. Niech go, kurwa, szlag pierdolnie! Pojebany starzec! Taką
dupę zabrał mi sprzed nosa! Muszę odreagować. Muszę kogoś dziś przelecieć, tak
wyruchać, że liźnie nieba.
Wbiegłem do gabinetu, a Ian aż podskoczył w fotelu.
- Stary, co się dzieje?
- Nie mogę, kurwa, nie mogę! – zacząłem krążyć po pokoju.
- Chyba coś poważnego się stało.
- Stało się kurwa i to coś niemałego! – kipiało we mnie aż
ze złości – Wyobraź sobie, że ten… ten… – wziąłem głęboki oddech – Mój tatuś –
powiedziałem już spokojniej – zatrudnił spełnienie moich marzeń, tych wiesz…
Jako moją asystentkę!
Do moich uszu dobiegło chrząkanie.
- Nie asystentkę, tylko współpracownicę i partnerkę. – powiedziała
spokojnie Ana, ale była wyraźnie zniesmaczona
- O! Ana! – byłem zaskoczony – Przepraszam, nie
wiedziałem…
- Proszę sobie darować Panie O’Riley. – była bardzo
stanowcza – Tak nawiasem, jestem Panna Moore. Zaczynam w poniedziałek i będę
punktualnie o 9-tej. Proszę się nie spóźnić Panie O’Riley.
I wyszła, trzaskając drzwiami.
O cholera! Nagrabiłem sobie!
Od pierwszego dnia jestem na przegranej pozycji.
Brawo, kurwa, ja.
-----------------------------------------
I jak się podoba? Dajcie znać w komentarzu.
-----------------------------------------
I jak się podoba? Dajcie znać w komentarzu.
Jajku, jak ja sie cieszę ze znowu piszesz! Brakowało mi polskich powieści na blogspocie. Ratują mnie przed zapomnieniem języka. Nie mam sie do czego przyczepić, dobrze sie czyta i czekam na następny rozdział.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam!!!