Otworzyłem
oczy, zaspany, nie bardzo wiedziałem gdzie jestem. Kiedy przez chwilę
rozejrzałam się po pomieszczeniu, w którym się znajduję, zdałem sobie sprawę z
tego, ze jestem w domu swojego najlepszego przyjaciela, Iana.
O Boże, co to
była za noc. Nic nie pamiętam, a raczej wszystko jest zamglone i kaca mam jak stąd do kosmosu.
Wygramoliłem
się z łóżka i udałem się do kuchni, gdzie Ian siedział popijając kawkę i czytając
gazetę.
-
Dzień dobry, słoneczko – powiedział na tyle głośno, że jego słowa odbiły się w
mojej głowie niczym dudnienie dzwonu kościelnego.
-
Ciszej… proszę… - jęknąłem, po czym nalałem sobie do kubka kawy, która była
zbawieniem dla mojego wysuszonego organizmu. Nic nie stawiało mnie na nogi jak
mocna, czarna, naturalna kawa. Spojrzałem na Iana, który dziwacznie się
uśmiechał. – Co?
-
Nic. Pamiętasz coś z zeszłej nocy?