niedziela, 5 marca 2017

Three

Otworzyłem oczy, zaspany, nie bardzo wiedziałem gdzie jestem. Kiedy przez chwilę rozejrzałam się po pomieszczeniu, w którym się znajduję, zdałem sobie sprawę z tego, ze jestem w domu swojego najlepszego przyjaciela, Iana. 

O Boże, co to była za noc. Nic nie pamiętam, a raczej wszystko jest zamglone i kaca mam jak stąd do kosmosu. 

Wygramoliłem się z łóżka i udałem się do kuchni, gdzie Ian siedział popijając kawkę i czytając gazetę.

- Dzień dobry, słoneczko – powiedział na tyle głośno, że jego słowa odbiły się w mojej głowie niczym dudnienie dzwonu kościelnego.
- Ciszej… proszę… - jęknąłem, po czym nalałem sobie do kubka kawy, która była zbawieniem dla mojego wysuszonego organizmu. Nic nie stawiało mnie na nogi jak mocna, czarna, naturalna kawa. Spojrzałem na Iana, który dziwacznie się uśmiechał. – Co?
- Nic. Pamiętasz coś z zeszłej nocy?

niedziela, 19 lutego 2017

Two.

Stęskniliście się za mną? Jeśli tak to od razu bez zbędnego gadania, zapraszam do czytania dalszych moich perypetii? Dobrze to brzmi? Chyba nie, ale dobra, jedziemy…

Wybiegłem za nią i starałem się ją zatrzymać, ale była nieugięta i cały czas szła. Kiedy w końcu mi się udało, spojrzała na mnie z taką wściekłością a zarazem odrazą, że aż mi się zrobiło niedobrze.
- Ana zaczekaj! – powiedziałem prawie błagalne.
- Widzimy się w poniedziałek punktualnie o 9-tej, panie O’Riley  – weszła do windy.
Tak normalnie to nawet by mnie to nie obeszło, ale w tej dziewczynie było coś innego, coś nieznajomego i dziwnie uraczającego. No  ale cóż. Jestem popieprzonym kretynem i zamiast pomyśleć, od razu pierdolnąłem głupotę.

poniedziałek, 23 stycznia 2017

One.

Widzicie tego gościa, który stoi na samiuśkim środku wielkiego hangaru, gdzie pasażerowie czekają na odlot swojego samolotu? Tego, który ze łzami w oczach patrzy na odlatujący w siną dal samolot? Tego samego, którego serce rozdziera się z bólu? Tak! To właśnie ja. I jeśli chcecie wiedzieć, to jestem skończonym kretynem, draniem i  dupkiem. Nie, na serio. Pewnie myślicie sobie, co ja pieprzę, ale wierzcie mi, jestem skretyniałym fiutem, który zasługuje, by być samemu do końca życia.
No nic, załamawszy ręce, wróciłem z powrotem do samochodu. Jestem pierdolonym kretynem, waląc dłońmi o kierownicę, poczułem, że po moim policzku pociekła łza. Chyba pierwszy raz w życiu wtedy płakałem. Zawsze uważałem, że życie jest za krótkie, by przejmować się pierdolonymi dyrdymałami, czy błahymi sprawami. Na płacz to nawet w moim chorym życiu nie było miejsca, a teraz co…? Siedzę i jak mała dziewczynką ocieram oczy z łez.
Pewnie jesteście ciekawi dlaczego byłem na lotnisku, sam, gapiąc się na odlatujący samolot, a teraz siedzę w samochodzie i rozczulam się nad sobą? Aby poznać całą historię musimy cofnąć się 2 miesiące wstecz… Tak po za tym, na imię mi Alexander. Znajomi i przyjaciele mówią mi Alec, ale moja szurnięta siostra – Demi – woła na mnie Alex, co mnie strasznie irytuje.

2 miesiące wcześniej…