Stęskniliście
się za mną? Jeśli tak to od razu bez zbędnego gadania, zapraszam do czytania dalszych
moich perypetii? Dobrze to brzmi? Chyba nie, ale dobra, jedziemy…
Wybiegłem
za nią i starałem się ją zatrzymać, ale była nieugięta i cały czas szła. Kiedy
w końcu mi się udało, spojrzała na mnie z taką wściekłością a zarazem odrazą,
że aż mi się zrobiło niedobrze.
-
Ana zaczekaj! – powiedziałem prawie błagalne.
-
Widzimy się w poniedziałek punktualnie o 9-tej, panie O’Riley – weszła do windy.
Tak
normalnie to nawet by mnie to nie obeszło, ale w tej dziewczynie było coś
innego, coś nieznajomego i dziwnie uraczającego. No ale cóż. Jestem popieprzonym kretynem i
zamiast pomyśleć, od razu pierdolnąłem głupotę.