Widzicie tego gościa, który stoi na samiuśkim środku wielkiego
hangaru, gdzie pasażerowie czekają na odlot swojego samolotu? Tego, który ze
łzami w oczach patrzy na odlatujący w siną dal samolot? Tego samego, którego
serce rozdziera się z bólu? Tak! To właśnie ja. I jeśli chcecie wiedzieć, to
jestem skończonym kretynem, draniem i dupkiem. Nie, na serio. Pewnie myślicie sobie,
co ja pieprzę, ale wierzcie mi, jestem skretyniałym fiutem, który zasługuje, by
być samemu do końca życia.
No nic, załamawszy ręce, wróciłem z powrotem do samochodu.
Jestem pierdolonym kretynem, waląc dłońmi o kierownicę, poczułem, że po moim
policzku pociekła łza. Chyba pierwszy raz w życiu wtedy płakałem. Zawsze
uważałem, że życie jest za krótkie, by przejmować się pierdolonymi dyrdymałami,
czy błahymi sprawami. Na płacz to nawet w moim chorym życiu nie było miejsca, a
teraz co…? Siedzę i jak mała dziewczynką ocieram oczy z łez.
Pewnie jesteście ciekawi dlaczego byłem na lotnisku, sam,
gapiąc się na odlatujący samolot, a teraz siedzę w samochodzie i rozczulam się
nad sobą? Aby poznać całą historię musimy cofnąć się 2 miesiące wstecz… Tak po
za tym, na imię mi Alexander. Znajomi i przyjaciele mówią mi Alec, ale moja
szurnięta siostra – Demi – woła na mnie Alex, co mnie strasznie irytuje.
2 miesiące
wcześniej…